O detoksie i pochylonych głowach

Obiecałam, że napiszę o detoksie komórkowym,  więc się za to biorę.

Zanim sama przeżyłam ostatnio taki detoks, trochę o tym czytałam i słyszałam. Na świecie robi się coraz więcej eksperymentów odstawienia od sieci na określony czas, głównie wśród dzieci i młodzieży. Wyniki potwierdzają stopień uzależnienia taki, jak od narkotyków czy alkoholu.  U badanych występuje tzw. uczucie głodu, objawy wegetatywnych zaburzeń lękowych m.in. mdłości, zawroty głowy, drżenie. Każdy przyznaje, że doświadczył uczucia lęku, niepokoju, i zaburzeń snu.  Po przerwaniu eksperymentu większość natychmiast bierze do ręki komórkę, włącza komputer, tablet, loguje się w sieci, na portalach społecznościowych, chatach online.

Opowiadała mi przyjaciółka ze Szwecji o szkole, do której chodzą jej dzieci. Wszyscy uczniowie mają tam swój szkolny tablet. Do domu nie przynoszą książek z pracą domową tylko tablety. Efekt jest taki, że rodzice nie wiedzą  jaki materiał jest przerabiany w szkole, a kiedy uczniowie spotykają się u siebie w domach, nie potrafią inaczej ze sobą przebywać jak tylko z głową nad tabletem.

Świat  zmienia się błyskawicznie, ale jedno jest niezmienne: dużo lepiej radzą sobie w życiu osoby, które potrafią się dogadywać z innymi, rozumieją własne i cudze emocje. Tego nie da się nauczyć z sieci i z dotykania ekranu. Tu potrzebne jest doświadczenie.

Ciekawa jestem eksperymentu ‚bez sieci’, który odbywa się, albo zacznie na dniach w szkołach chyba w Gdyni. Jakie tam będą wyniki?

W krajach anglosaskich są specjalne terapie nawet dla kilkuletnich dzieci, które pomagają zwalczyć uzależnienie od ciągłej potrzeby dotykania ekranu tabletu czy komórki. Rodzice płacą za takie terapie niebanalne kwoty. Tymczasem pomaga, jeśli już tylko z uzależnieniem, nie naprawia za to szkód wyrządzonych mózgowi. O nich mówi coraz więcej niezależnych naukowców. Niezależnych, bo gremia naukowe na usługach wielkich korporacji tak, jak kiedyś w przemyśle tytoniowym, przemilczają temat. Zbyt silny nacisk lobby.

Dr. David Carpenter, jeden z niezależnych, dyrektor Institute for Health and the Environment, University of Albany,  ostrzega przed promieniowaniem emitowanym przez nasze techno-gadżety, ale też przed promieniowniem z wifi. W mózgu poddanym takiemu promieniowaniu przegrzewają się komórki co spowalnia jego pracę, a w przypadku młodego mózgu rozwijającego, nie tworzy pewnych połączeń. Carpenter mówi też wręcz o nowotworach mózgu i leukemii (białaczce) u dzieci. Na świecie jest już kilkanaście krajów, które zalecają w szkołach podstawowych i średnich przejście  z wifi na rzecz połączeń kablowych ze względu właśnie na niebezpieczeństwo nadmiernego napromieniowania młodych.

schools-MediaBakery_BLU0048712-1

Radą na co dzień dla nas od dr. Carpentera jest trzymanie komórki jak najdalej, nie tylko od głowy, ale od  całego ciała i to nie tylko podczas rozmowy. Do tego potrzebne są słuchawki. Odradza też trzymanie komórki stale w pobliżu, bo nawet podczas spoczynku silnie promieniuje. Sugeruje wyłączanie na noc wifi i wszystkich urządzeń działających zdalnie. Zwraca też uwagę, że rozmowy przez komórkę w samochodzie powodują odbijanie fal od metalowej obudowy pojazdu i jeszcze silniejsze uderzanie w nasze ciało.

Trochę z innej beczki – czy zetknęliście się już z pojęciem społeczeństwa ‚pochylonych głów’ (heads down society)? Coraz więcej z nas nie patrzy na świat bezpośrednio, ale przez pryzmat swoich gadżetów, nawet o zgrozo za kierownicą. W niektórych krajach pojawił się znak ostrzegawczy na ulicach z ludźmi pochylonymi nad komórkami, albo ostrzegający, że głowę należy podnieść do góry przed przejściem dla pieszych. To nie żart!

pay attention

Wracając do mojego doświadczenia; przeżyłam przymusowy odwyk od moich techno-gadżetów, bo w miejscu, gdzie byłam na nartach sieć działała w stopniu znikomym. W pierwszym momencie na siłę szukałam jakiejś metody podłączenia on-line, ale po jakimś czasie poddałam się i było mi z tym dobrze. Nie miałam żadnych zaburzeń albo złego samopoczucia z tego powodu. Niemniej jak tylko dostałam się w zasięg zaraz uległam pokusie plug-in. I tu widzę potrzebę większej samokontroli, a wręcz kontrolowanego detoksu bo jednak należę do społeczeństwa ‚pochylonych głów’.

4 thoughts on “O detoksie i pochylonych głowach

  1. matylda pisze:

    Dobry tekst ale poza płatnymi terapiami dla dzieci powinniśmy dać dzieciom jako rodzice dobry przykład i zamiast czytać coś w sieci, rozmawiać z naszymi pociechami, wspólnie czytać książki, uprawiać sporty, czy nawet malować ściany w ramach remontu domu:)

    Polubienie

  2. Kinga pisze:

    Blanus świadomy artykuł ! Niestety nie byłaś uzależniona bo udało ci się spakować i wyjechać domu co oznacza ze jesteś ponad . Sieciowe ofiary nawet nie maja czasu zjeść posiłku

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s