Czego nie nauczyła nas pandemia?

Minął rok od pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce. Przeżywamy kolejny lockdown i przypomina mi się ten pierwszy, kiedy po raz pierwszy zostaliśmy zmuszeni do zamknięcia się w domach, do przejścia z pracą, szkołą, zakupami, sprawami urzędowymi do wirtualnego świata. Z braku innych atrakcji rzuciliśmy się wtedy na rozwój zdolności kulinarnych popatrując w międzyczasie na zdjęcia przyrody, która zaczynała odżywać dzięki naszemu zamknięciu. Próbowaliśmy dostrzegać w tym plus tej pandemii. Wydawało się, że bardziej dotarło do nas, że im mniej nas w przyrodzie, naszych odpadów i naszych ingerencji, tym lepiej dla planety. Mówiło się o oczyszczaniu się powietrza, wód, czy całych ekosystemów dzięki temu, że mniej latamy, jeździmy, konsumujemy, bywamy. Słyszeliśmy deklaracje różnych firm, zwłaszcza z sektora mody, który początkowo mocno ucierpiał na naszych ograniczonych potrzebach w codziennym doborze ubrań, że oni teraz już mocno pójdą w zrównoważony rozwój.

Dziś większość już o tym zapomniała. Każdy z zazdrością patrzy na instagramowe zdjęcia celebrytów i innych sprytnych, którzy uciekli od lockdownu na wieczne wakacje na Zanzibar, Dominikanę czy do Meksyku. My tu tymczasem toniemy w jednorazowych maseczkach, o których nikt nie pomyślał jak można je zutylizować. Wyrzuca się je tonami jako kolejny odpad do tzw. zmieszanych. Pandemia generalnie zabija ruch zero waste. Nikt nie chce sprzedawać Ci kawy do Twojego kubka, bo nie można dotykać nic co przyniesiesz z zewnątrz. To samo tyczy się pojemników, które przynosiło się do kawiarni czy restauracji by w swoich zabrać jedzenie na wynos. W gastronomi, która jeszcze przetrwała, masowo króluje plastik i styropian na wynos. Wiadomo, że chcemy wspierać swoje ulubione miejsca na kulinarnej mapie naszych miast, ale w ten sposób przyczyniamy się do wzrostu plastikowych odpadów. A jak wiadomo gros tego plastiku się nie recyklinguje. Trafia on na wysypiska, a stamtąd do gleby i wód; rzek, mórz i oceanów. W tej sytuacji nowy przepis unijny obowiązujący od 1 stycznia br. o zakazie stosowania jednorazowych sztućców, talerzy, piankowych pudełek na jedzenie na wynos czy słomek chwilowo niczego nie zmienia. Choć wszystkie badania wskazuj, że plastik to materiał, na którym najdłużej może przetrwać SARS-CoV-2.

Nie lepiej sprawa wygląda w sektorze mody. Po wielkich deklaracjach nic wielkiego się nie zadziało. Poczynając od nieopłaconych pracowników w fabrykach w Azji na początku pandemii, marki modowe nadal są mocno zaangażowane w powszechne łamanie praw człowieka. Nadużywają one swojej siły rynkowej, by fabryki działały na jak najniższych marżach i ograniczały prawa pracownicze. Do tego mimo wielu lat działań różnych organizacji uświadamiających środowiskową szkodliwość powszechnego stosowania w odzieży sztucznych tekstyliów takich jak poliester, czy poliamid, ich udział w rynku rośnie. Przeglądając ostatnie kolekcji kilku sieciówek łapałam się za głowę patrząc na składy tkanin. I nie oszukujmy się jeśli w składzie widzimy poliester z recyklingu. To nie tkanina została zrecyklowana, ale np. plastikowe butelki. Poliester jako tania tkanina stosowana w chwilowych trendach modowych trafia najszybciej na wyspiska, gdzie zalega latami podobnie jak plastik.

Wiele marek modowych twierdzi, że pandemia mocno je poturbowała. Tymczasem jak podaje organizacja Kupuj Odpowiedzialnie, według przewidywań globalne przychody samej branży e-commerce wzrosną z 481,2 mld USD w 2018r. do 712,9 md USD w 2022r. Tymczasem głodowe stawki pracownicze w fabrykach Azji ani drgną w górę.

Z branżą e-commerce w czasie pandemii wiąże się jeszcze jeden problem. Nie tylko siedzimy na zdalnych lekcjach, czy na pracy online, ale od 12 miesięcy kupujemy większość rzeczy online. The Guardian podaje, że w samym Zjednoczonym Królestwie sprzedaż online skoczyła o ponad 61 proc. Ten zakupowy boom może mieć duże konsekwencje dla środowiska poczynając od większej ilości samochodów firm dostawczych i kurierskich po tony zwrotów zamówień. Nikt z nas nie zastanawia się, że naciskając przycisk KUP TERAZ uruchamiamy pewien proces, gdzie ktoś zostaje wysłany do wielkiego magazynu, żeby znaleźć kupiony przez nas ciuch, następnie zapakowuje go i wysyła. Jeśli odsyłamy taką rzecz oznacza to kolejny samochód na drodze, a także problem z wprowadzeniem odesłanej rzeczy z powrotem do tzw. stocku. Wg danych 25 proc. zwrotów jest wyrzucana przez sprzedającego z powodu zbyt kosztownej operacji wprowadzenia ich ponownie do sprzedaży lub z powodu ich uszkodzeń w drodze powrotnej do magazynu.

Li Edelkoort prognozująca trendy na świecie, mówiła na początku tej pandemii, że z obecnego wstrząsu może powstać lepszy świat. Wtedy kiedy mówiła te słowa wprowadzanie nowego modelu samochodu na rynek, czy reklama egzotycznych wakacji na rajskiej wyspie wyglądały dziwnie. Dziś większość tęskni za ‚normalnością’ sprzed pandemii i powrotem do status quo. Czy już zmarnowaliśmy ten moment, w którym byliśmy tak blisko zmiany kulturowej mającej znaczenie dla zbudowania całkowicie odmiennego świata?

1 komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s